*Opowiadanie w formie listu na podstawie historii, o której niedawno usłyszałam...*
Cześć. Jestem Patrycja. Postanowiłam opowiedzieć wam historię
pewnej przyjaźni zaczynając od napisania paru szczegółów o moim życiu J
Zawsze byłam
osobą nieśmiałą. Od początku szkoły mało osób mnie lubiło – miałam tylko
garstkę znajomych. Nie byłam nigdy przebojową dziewczyną – moje koleżanki już w
podstawówce lubiły się wystroić, oglądały się za chłopakami, a ja? Ja byłam
szarą myszką lubiącą naukę. Tylko taniec był dla mnie wytchnieniem. W
najgorszych chwilach, gdzie moje „koleżanki” odwróciły się ode mnie i można by
nawet ująć, że cała klasa mnie nękała wtedy taniec pozwalał mi o tym zapomnieć.
Oprócz niego miałam tylko jedną osobę, której bezgranicznie ufałam – o dwa lata
straszą przyjaciółkę Izę, którą poznałam jak szłam do pierwszej klasy
podstawówki. Jesteśmy jak siostry: świetnie się rozumiemy, pomagamy sobie w
trudnych chwilach i zawsze sobie ufamy. Nawet kiedyś napisałyśmy taką „Umowę o
przyjaźń”:
„ Jako przyjaciółki, oświadczamy, że zostaniemy razem do początku życia wiecznego i końca życia ziemskiego , Przysięgamy sobie wieczną pomoc, zrozumienie, wsparcie, szczerość oraz wierność.”
Do tego dorysowałyśmy swoje sylwetki i napis PRZYJACIÓŁKI FOR-EVER. Miałyśmy wtedy pewnie po 10 lat, a już wiedziałyśmy, że będziemy zawsze przyjaciółkami. No ale wracając do mnie. Wszystko się zmieniło kiedy poszłam do gimnazjum. Nowa szkoła, nowi ludzie, nowi nauczyciele – nowa ja. Wtedy się zmieniłam. Stałam się pewną siebie, towarzyską i otwartą dziewczyną. Zyskałam nowych znajomych, a przeszłość zostawiłam za sobą. Byłam zupełnie inną osobą, którą zresztą jestem do teraz. Pojawiło się w moim życiu kilka ważnych osób. Nowe przyjaciółki, koleżanki, koledzy, chłopaki… I pojawił się przyjaciel. Byliśmy jak rodzina! Wszyscy w klasie wiedzieli, że łączy nas wyjątkowa więź – taka braterska więź. Ale z czasem oddalaliśmy się od siebie, kłóciliśmy, zaprzeczaliśmy aż w końcu coś pękło i straciłam przyjaciela. To był dla mnie taki ból i tak strasznie ciężka sytuacja, że od tamtej pory jestem przewrażliwioną, słabą i zdesperowaną dziewczyną. Tak bardzo bolała mnie rozłąka z nim, że nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Nocami zamiast spać płakałam w poduszkę albo w telefon do koleżanek. W dzień chodziłam przybita i nie mogłam się nawet skupić. Byłam tak załamana i wpadłam w taką depresję, że sięgałam po żyletkę…. Tak było mniej więcej przez trzy miesiące! Ale już podczas moich kłótni z nim pojawił się Sebastian. On dał mi chęć do życia. Miałam nadzieję, że pomoże mi przetrwać ciężki czas i wyleczyć z depresji. Po tym jakże długim wstępie chciałabym opisać przyjaźń z nim. Może piszę to dla niego, żeby mu to pokazać, żeby wiedział, że myślę o nim 24/24… Nie wiem. Opiszę naszą przyjaźń bo mam na to ochotę i tyle.
„ Jako przyjaciółki, oświadczamy, że zostaniemy razem do początku życia wiecznego i końca życia ziemskiego , Przysięgamy sobie wieczną pomoc, zrozumienie, wsparcie, szczerość oraz wierność.”
Do tego dorysowałyśmy swoje sylwetki i napis PRZYJACIÓŁKI FOR-EVER. Miałyśmy wtedy pewnie po 10 lat, a już wiedziałyśmy, że będziemy zawsze przyjaciółkami. No ale wracając do mnie. Wszystko się zmieniło kiedy poszłam do gimnazjum. Nowa szkoła, nowi ludzie, nowi nauczyciele – nowa ja. Wtedy się zmieniłam. Stałam się pewną siebie, towarzyską i otwartą dziewczyną. Zyskałam nowych znajomych, a przeszłość zostawiłam za sobą. Byłam zupełnie inną osobą, którą zresztą jestem do teraz. Pojawiło się w moim życiu kilka ważnych osób. Nowe przyjaciółki, koleżanki, koledzy, chłopaki… I pojawił się przyjaciel. Byliśmy jak rodzina! Wszyscy w klasie wiedzieli, że łączy nas wyjątkowa więź – taka braterska więź. Ale z czasem oddalaliśmy się od siebie, kłóciliśmy, zaprzeczaliśmy aż w końcu coś pękło i straciłam przyjaciela. To był dla mnie taki ból i tak strasznie ciężka sytuacja, że od tamtej pory jestem przewrażliwioną, słabą i zdesperowaną dziewczyną. Tak bardzo bolała mnie rozłąka z nim, że nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Nocami zamiast spać płakałam w poduszkę albo w telefon do koleżanek. W dzień chodziłam przybita i nie mogłam się nawet skupić. Byłam tak załamana i wpadłam w taką depresję, że sięgałam po żyletkę…. Tak było mniej więcej przez trzy miesiące! Ale już podczas moich kłótni z nim pojawił się Sebastian. On dał mi chęć do życia. Miałam nadzieję, że pomoże mi przetrwać ciężki czas i wyleczyć z depresji. Po tym jakże długim wstępie chciałabym opisać przyjaźń z nim. Może piszę to dla niego, żeby mu to pokazać, żeby wiedział, że myślę o nim 24/24… Nie wiem. Opiszę naszą przyjaźń bo mam na to ochotę i tyle.
Jak już napisałam wyżej, pojawił się w najcięższym dla mnie czasie. To wtedy pierwszy raz zrozumiałam sens przysłowia: „Przyjaciół poznaje się w biedzie”. Dzięki niemu odzyskałam chęć życia. Po tylu myślach samobójczych potrzebowałam wsparcia i on mi je dał. Kiedy nieprzyjemne sprawy zostały zakończone mieliśmy czas żeby się zaprzyjaźnić. Dużo rozmawialiśmy, pisaliśmy, mówiliśmy sobie o wszystkim. Pamiętam bardzo wiele sytuacji, które na pewno będą w moich wspomnieniach na zawsze: jak pierwszy raz powiedziałam mu, że go kocham, jak pierwszy raz mnie przytulił, naszą pierwszą poważną kłótnię, pierwszą dłuższą rozłąkę… Opisuje to jakby był moim chłopakiem… Ale nie! On jest tylko (AŻ!!!) przyjacielem. Już na początku drugiej klasy wszyscy wiedzieli, że jesteśmy nierozłączni. Pojawiło się kilka osób, które próbowały ingerować w naszą przyjaźń ale finalnie nikomu się to nie udawało. On mnie wspierał przy rozstaniach z chłopakami, przy ciężkich sytuacjach rodzinnych, przy moich chorobach… Ja też starałam się go wspierać jak najbardziej i najmocniej potrafiłam! Czasem błam tylko zazdrosną dziw** ale darzyłam go niesamowitym uczuciem! Był dla mnie najważniejszy ( pamiętajcie że Iza opisana na początku dostała miano siostry więc nie jest zaliczana do znajomych ;) )! Wiedziałam, że moje życie bez niego nie ma sensu i dlatego obawiałam się straty. Bałam się, że po raz drugi będę musiała cierpieć! Że znowu stracę kogoś na kim tak cholernie mi zależy! Bałam się, że jakaś inna dziewczyna może wejść na moje miejsce! I z tych obaw próbowałam być coraz bliżej niego. Oczywiście zawsze byłam z nim w 100% szczera i nigdy nie próbowałam go zmylić. Tyle, że strach robi z człowiekiem dziwne rzeczy. Robiłam mu sceny zazdrości, szukałam problemów na siłę i czepiałam się go o byle co. Myślę, że on po prostu tego nie wytrzymał. Może was to zdziwi ale nie piszę tego do was z ziemi. Kilka miesięcy temu stwierdziłam, że bez niego nic już nie jest takie samo. Pożegnałam bliskich i odebrałam sobie życie. Ale nie sama! Tęsknota za nim tak mnie dobiła, że bardzo mało potrzebowałam do wykończenia się. Więc jeżeli czytacie to to pozdrówcie ode mnie Sebastiana i Izę. Powiedzcie im, że bardzo ich kocham i nigdy nie zapomnę o tym co dla mnie zrobili. Mam nadzieję, że jakoś sobie radzą. O! I jeszcze pozdrówcie mojego pieska! On też jest kochany!

Pamiętajcie, jeżeli macie kogoś na kim wam zależy to dbajcie
o to! Przyjaźń to najwspanialsza rzecz jaka może być. To dar od Boga, który
trzeba pielęgnować. I pamiętajcie. Nie ważne jak bardzo jest źle zawsze jest
jakieś wyjście. Chyba, że już nie macie dla kogo żyć. To zapraszam do mnie! Tu
jest super J Pozdrawiam
chyba po raz ostatni,
Patrycja.
~ Piosenka, która wyraża więcej niż 1000 słów... - Hurts - Stay ~